środa, 16 sierpnia 2017

New Romney Show & Standalone Farm Show

W końcu po dokładnym domyciu się i ochłonięciu jestem w stanie opowiedzieć Wam o naszym tygodniu pełnym wrażeń.
  Na początku sierpnia wyruszyłam z niezastąpionym teamem Olivants Equine Displays na serię pokazów. Pierwszy odbył się w New Romney w hrabstwie Kent, czyli nie tak daleko od nas. Był to charytatywny festyn, podczas którego zaprezentowaliśmy pokaz Doma Vaquera (jazda w stylu hiszpańskim z garrochą), long reining czyli pokaz pracy na długich wodzach oraz panowie Charlie i Pete przedstawili paso double w wersji jeździeckiej.
 Cały festyn odbywał się na dosyć małym terenie i najbardziej stresujące było przeciskanie się z końmi przez tłumy, pomimo tego, że ekipa techniczna odgradzała nas jak mogła. Grasshoper nieco się denerwował mając ludzi za sobą odgrodzonych od niego tylko siatką, a ja denerwowałam się, że go nie utrzymam, ale koniec końców wszystko poszło dobrze.

 Mieliśmy wystąpić dwa razy, ale tuż przed drugim wyjściem lunęło, więc organizatorzy stwierdzili, że nie ma co festynu przeciągać. W sumie wyszło nam to na dobre, bo mogliśmy wrócić do domu i przespać noc przed wyruszeniem na tygodniowe występy.

 Rano zebraliśmy się do kupy i pojechaliśmy do Standalone Farm w hrabstwie Herefordshire, oddalone o trzy godziny drogi od West Sussex. No może nieco mniej, ale koniowóz nie dał rady jechać szybciej.

 Na miejscu zostaliśmy "zakwaterowani" w szczerym polu obok wydzielonej areny i plastikowego toi-toia (w gruncie rzeczy plastikowy kibel okazał się czystszy od tego w knajpie na farmie). Było kilka zgrzytów, gdyż mieliśmy mieć zapewnioną wodę, siano i słomę, ale dali nam tylko kanistry na wodę, a manager farmy myślał, że przywieziemy siano i słomę ze sobą (tak! tygodniowy zapas dla czterech koni!). Wszystko poszło dobrze, bo siano i słomę nam dowieźli, a także zostawili przyczepkę na gnój. Wodę chłopaki musieli dwa razy dziennie przywozić w kanistrach taczkami, albo samochodem, kran był oddalony o jakieś 300 metrów. Ogiery miały wydzielone dwa "boksy", a Storm i Grasshoper dostały dwa padoki z bogatą trawą. Berry i VooDoo wychodziły na zmianę na trzeci, duży padok. Berry spędzał tam noc, a VooDoo kilka godzin w ciągu dnia.



Grasshoper & Storm

Berry na pierwszym planie

Wjazd na farmę

Caspian dzielnie wyznacza padoki

VooDoo sam sobie wydzielił siano

Pokazy mieliśmy dwa razy dziennie - o 11.30 i 13.30, więc po 14-tej byliśmy już wolni i zajmowaliśmy się zwiedzaniem farmy, "nic nie robieniem", albo debatowaniem co zjemy i gdzie i kiedy damy radę wziąć prysznic (prysznic znaleźliśmy w miasteczku na miejscowym basenie). W między czasie pogoda nas nie rozpieszczała. Przeżyliśmy całodniowe (i całonocne!) oberwanie chmury, podczas którego podmyło mi namiot i spędziłam uroczą godzinkę na wycieraniu wody ręcznikami oraz suszeniu koca. Przez trzy dni wiało też okrutnie przez co altana nam prawie odleciała, a w nocy odczepiły mi się linki od śledzi w namiocie (nie odleciałam, bo namiot był obciążony moimi gratami od środka).


Tak oto panowie zabezpieczyli mój namiot na noc.


Opowiem wam w skrócie o pokazie. Wszystkie "nasze" konie należą do rasy PRE co oznacza "pura rasa espaniola", czyli czysta krew hiszpańska. Jest to jedna z najstarszych znanych ras, coraz popularniejsza w Anglii, głównie z powodu jej wszechstronności. Konie tej rasy są silne, niewysokie, o łagodnym usposobieniu, ale dosyć późno dojrzewające czym przypominają mi nasze "Małopolaki". Po dobrym treningu można otrzymać wierzchowca, który pójdzie z jeźdźcem w ogień. Po krótkim wprowadzeniu pierwszy wjeżdżał Pete na Berrym pokazując kilka manewrów dresażowych, następnie Natasha podawała mu Garrochę, to jest długą lancę. Przyrząd ten służył vaquero (hiszpańskim/argentyńskim kowbojom) do oddzielania konkretnej sztuki bydła od stada, tudzież do ochrony siebie i konia przed bykami. W obecnych czasach jazda z  garrochą urosła do rangi sztuki i jest pokazywana jako swoisty taniec. Pete opierał ostrzejszy koniec o ziemię, drugi koniec o swoje ramię i wykonywał manewry naokoło. Jest on jednym z nielicznych jeźdźców w Anglii potrafiących posługiwać się garrochą, więc było na co popatrzeć.






Po występie Iberico przechwytywałam go od Pete'a i podawałam przygotowanego Grasshopera. Prawdziwe imię tego siwka to Saltamontes co w tłumaczeniu oznacza nic innego jak...konik polny.
Tutaj Pete pokazywał pracę z ziemi na długich wodzach. Grasshoper wykonywał chody boczne, "spanish walk" oraz piaff. Ten sposób treningu jest bardzo popularny podczas przygotowywania koni do dresażu oraz jazdy w stylu hiszpańskim.





Na końcu panowie, Charlie i Pete wykonali pokaz jazdy synchronicznej w rytm paso double, na swoich ogierach - Iberico i VooDoo. Tu zaczynała się też moja mała rola - asekurowałam Charliego i Voodoo podczas pokazu z ziemi i przy powtórnym wsiadaniu. Ogier VooDoo - 7-letni pół fryz, pół PRE, dopiero debiutował, ale radził sobie świetnie. Moje zadanie nie należało do prostych gdyż w pewnym momencie musiałam utrzymać i konia, i ciężar Charliego na moim lichym lewym barku, a jednocześnie miałam wyglądać ładnie, oraz pięknie się ukłonić pod koniec. Muszę jednak przyznać, że z radością robiłam wszystko byleby tylko mieć swoją rolę na arenie, przed publiką. Daje to niesamowitego kopa i poczucie spełnienia.


Cudowne zdjęcia zrobił nam Glen Silman Photography Student . Całym sercem polecam tego skromnego faceta i na pewno będę obserwować jego dalszy rozwój. Więcej można obejrzeć na jego fan pejdżu.
 Był to ostatni pokaz w tym sezonie, następne prawdopodobnie będą stacjonarne, "u nas" w stajni, a te wyjazdowe nie będą aż tak daleko. Przeżyliśmy, bawiliśmy się świetnie...tzn, przynajmniej ja miałam frajdę i odpoczęłam psychicznie, nauczyłam się sporo i czekam na więcej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz