wtorek, 26 września 2017

Praca przy koniach za granicą - mały poradnik

 W związku z licznymi pytaniami od znajomych już jakiś czas temu nosiliśmy się z zamiarem utworzenia tego typu artykułu/poradnika (poradnik to może za duże słowo). Dopiero teraz ułożyło się to wszystko w sensowną całość, gotową do opublikowania. Większość punktów dotyczy głównie realiów angielskich, ale myślę, że w wielu polskich stajniach rutyna pracy jest podobna.

 Możliwe, że wielu z was i tak już wie co i jak robić, jednak mimo wszystko zapraszamy do zapoznania się z naszym postem, może skorzystacie. Jesteśmy również otwarci na pytania i dyskusje.

1. Safety boots oraz ubranie na zmianę.

Zacznijmy od  być może trywialnego tematu jakim jest odzież. Jak już wspominaliśmy - bierzemy pod uwagę realia brytyjskie. Anglicy kują swoje konie na potęgę, nie do końca dlatego, że jest to konieczne, ale jest to podobno pewien trend, a że większość stajni jest wybetonowana to może się zdarzyć nadepnięcie. Polecamy więc zaopatrzyć się w buty ze wzmocnionym czubem. Noszą je tutaj również weterynarze i kowale. Przyznam szczerze, że podczas pracy w stajni powożeniowej ("ciężkie" konie!) olaliśmy temat i chodziliśmy głównie w traperach lub kaloszach. Jednak wiele stajni wręcz wymaga od swoich pracowników, żeby chodzili w tzw. bezpiecznych butach. Od siebie polecam również zaopatrzenie się w dobre kalosze.
 I tu przechodzimy do ubrania na zmianę. Jesteśmy w Anglii, czyli w kraju gdzie może lać dwa razy w tygodniu - raz przez dwa dni, a drugi raz przez pięć :P Zwłaszcza zimą pogoda nie rozpieszcza i jak zaczynałam swoją karierę to zdarzało mi się przemoknąć do majtek. Potem nauczyłam się trzymać w stajni dwie pary spodni, dodatkowe skarpetki, bluzę, PRZYNAJMNIEJ jedną dodatkową kurtkę (ja miałam w stajni trzy w czasie zimy), ortalionowe żeglarskie "gacie", a nawet dodatkową bieliznę. Raz przez trzy dni padało tak, że zakładałam kurtkę przeciwdeszczową, na to olejak, "gacie" żeglarskie, a spływająca z olejaka woda lała mi się do kaloszy.

2. Koński mocz

 Temat, moim zdaniem, niesłusznie pomijany. Pracując jeszcze w stajni w Polsce, latem opróżnialiśmy boksy codziennie, a stajnię otwieraliśmy na przestrzał, żeby zrobić przeciąg. Wtedy dwa razy doświadczyłam wątpliwej przyjemności bycia podtrutym oparami amoniaku. Objawy to zawroty głowy, nudności, łzawienie oczu, niesmak w ustach, katar i kaszel. Tutaj w Anglii Czarek "przeinhalował" się raz, ale z przytupem gdyż przez dobre trzy dni miał objawy podobne do grypy. Zdarza się to głównie przy obsłudze tzw. skipu (muck heap), czyli blaszanej przyczepy/kontenera z obornikiem. Można się łatwo "zinhalować" oparami podczas przerzucania zawartości. Jak się przed tym chronić? Nie próbować przerzucać dolnej warstwy obornika. Warto od początku układać tak, żeby zostawić sobie jak najwięcej miejsca bez konieczności późniejszego podgarniania.

3. Dobre rękawice robocze

Najlepiej kilka par. Czarek niespecjalnie korzystał, ale ja zużywałam parę parcianych w tydzień. Nie ma nic gorszego od bąbli na rękach od wideł albo igiełek z ostów pod paznokciami (brr!). Dodatkowo warto mieć też takie wzmacniane jeśli przyjdzie nam przycinać jeżyny. Tak, w Anglii jeżyny są wszędzie i tworzą ciężkie do przejścia chaszcze, często też otaczają pastwiska. Taki jeżynowy żywopłot działa lepiej od pastucha elektrycznego, ale ciężko go opanować, a przycinania gołymi rękami nie polecamy.

4. Toczek/kask

Według wytycznych BHS (British Horse Society) wszelkie prace typu jazdy, lonżowanie, oprowadzanki na kucach, prowadzenie jazd, wyprowadzanie/sprowadzanie koni powinny być wykonywane w kasku. Tak,  osoba ucząca w większości przypadków również powinna mieć na głowie kask - od tego już po części odeszli, ale dla odmiany kładą teraz nacisk na zakładanie rękawiczek jeździeckich. Jednak obowiązkowo trzeba mieć kask podczas treningów na ujeżdżalni i w terenie. Z trywialnego powodu - ubezpieczenie chroni cię tylko wtedy gdy spełniasz wszystkie zasady bezpieczeństwa. U mnie i Czarka różnie z tym kaskiem bywa, ale w teren zawsze zakładamy.
 Warto mieć własny gdyż sporo stajni ich nie udostępnia. Dlaczego? Również jest to kwestia ubezpieczenia.
A tak a propos ubezpieczenia....

5. Ubezpieczenie BHS

...no właśnie. Większość stajni zatrudnia na zasadzie self-employed czyli zatrudnia stajennego (grooma) na godziny, a to oznacza, że wystawiasz pracodawcy faktury i sam opłacasz sobie NIN (National Insurance Number). Teoretycznie w razie wypadku jesteś chroniony przez ubezpieczenie, którym jest objęty cały yard, ale w praktyce lepiej zabezpieczyć sobie cztery litery. Ubezpieczenie BHS kosztuje około 5 funtów miesięcznie i jest najczęściej wybieranym przez jeźdźców. Oczywiście na rynku są też inni ubezpieczyciele, więc każdy może wybrać coś dla siebie.

6. Samozatrudnienie (self - employment)

 I tutaj przechodzimy do "grubszego" wątku. Większość stajni zatrudnia właśnie na takiej zasadzie. Nie jest to nic strasznego, można na tym nieźle wyjść zwłaszcza wtedy, gdy praca w stajni jest naszym dodatkowym zajęciem, a normalnie pracujemy już gdzieś na kontrakcie. Pracodawca "kontraktowy" opłaca wtedy twój NIN, a rocznie rozliczasz się podając formularz P60 i podając kwoty z dodatkowych faktur. Prosta opcja.
 W momencie gdy praca w stajni jest naszym jedynym zajęciem przy samozatrudnieniu musimy mieć przynajmniej dwóch pracodawców. Minusem tego wszystkiego jest to, że "self - employed" jak na razie nie obowiązuje stawka minimalna (obecnie £7.50), czyli stajnia może ci zaoferować mniej na godzinę. Nie robią tego gdyż ciężko o dobrego pracownika, ale mogą odjąć coś niecoś jeśli oferują zakwaterowanie i/lub zakwaterowanie konia. Na południu Anglii średnia stawka dla grooma/jeźdźca to około 300 funtów/tydzień często z zakwaterowaniem. Warto znać swoje prawa.

Jeśli macie jakieś pytania, lub wątpliwości to piszcie na naszego fanpage'a lub na maila, a postaramy się pomóc :)






5 komentarzy:

  1. Dzięki, bardzo przydatne informacje :) Sama przymierzam się do wyjazdu do pracy do Anglii - teraz będę wiedziała, jak się do tego odpowiednio przygotować

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja raczej na pierwszy wyjazd celowałabym w Niemcy. Jest to jednak bliżej i w razie niepowodzenia powrót będzie dużo łatwiejszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarek nie ma dobrych wspomnień z Niemiec. Nie twierdzimy, że wszędzie tak jest, ale oferty pracy, które wyskakują z tamtych rejonów są mocno wątpliwej jakości. Oczywiście mówimy tu o branży jeździeckiej. Jeżeli mielibyśmy się trzymać Starego Kontynentu, to prędzej wybralibyśmy Holandię.
      Poza tym co to znaczy "niepowodzenie"? Bo pracy w naszej branży jest tutaj bardzo dużo i jest w czym wybierać. Znaczenie może mieć fakt, że nie każdemu Anglia przypada do gustu. Znamy dwie osoby, które przyjechały, popracowały i stwierdziły, że nie potrafią funkcjonować w tutejszej rzeczywistości. Nie traktowalibyśmy tego jednak jako niepowodzenie.

      Usuń
  3. Taka praca przy koniach jest bardzo wymagająca według mnie.

    OdpowiedzUsuń