niedziela, 18 sierpnia 2013

Na nowej drodze życia...

Reaktywacja po długiej przerwie. Dużo się wydarzyło, a nie o wszystkim jeszcze mogę pisać. Potocznie mówiąc dzieje się "grubo". 

W okolicach końcówki lipca dowiedzieliśmy się wszyscy, że musimy się wynieść ze stajni gdyż utrzymanie dużego domku holenderskiego za drogo kosztuje. Potem okazało się, że tylko Czarek i ja mamy się wynieść, Tomek został, bo ktoś musi robić za stróża w stajni. Z początkiem sierpnia chłopaki złożyli wypowiedzenia i pracują jeszcze do września. Dlaczego? ahahahaha...no o tym może później w zależności od tego co "wyjdzie w praniu". 

W każdym razie ostatni raz miałam ataki nerwicy w liceum i to nie tak często. Ostatnio przez te wszystkie dzikie sytuacje miewałam je niemal dzień w dzień. Swoją drogą jest to ciekawe zagadnienie biologiczne - w sytuacjach stresu tętno przyspiesza, adrenalina rośnie i organizm szykuje się do ataku, albo ucieczki...tylko cholera jasna dlaczego w nocy?! No nieważne. W każdym razie Czarek i ja nie mieszkamy już w stajni tylko w przestronnym mieszkaniu, w dzielnicy Southampton, zwanej polską dzielnicą. Mieszkanie wynajmujemy razem z Tomkiem, więc dołączy on do nas we wrześniu. A na razie jesteśmy na nowej drodze życia, znowu na dorobku można by rzec.

A oprócz tego, że Czarek jeszcze odpracowuje ostatnie tygodnie w stajni to staramy się pracować jako freelancerzy, tzn. układamy konie na zamówienie, najczęściej u klienta. Jak na razie to są takie niemrawe początki, poza tym zbliża się zima, ale temat jakoś ruszy to może przejdziemy na samozatrudnienie. Mając kilka koni do treningu w różnych miejscach można całkiem nieźle na tym wyjść. Chociaż nie ukrywam, że nie jest naszej trójce teraz łatwo i bardzo się zawiedliśmy na niektórych tubylcach. 

Mam tylko jedną nadzieję....że Karma rzeczywiście okaże się wielką suką i wróci do tych co trzeba. Hough!