sobota, 3 listopada 2012

Dzień jak co dzień...

 Dzisiejszy dzień powitał nas po raz kolejny pięknym słońcem, niestety z powodu bagna na pastwiskach konie pochodziły sobie tylko w karuzeli. Jedynie odsadki miały możliwość sobie pohasać. Farciarze jedne...tylko ich pastwisko nie stoi w wodzie.

 Przez najbliższe 1.5 tygodnia nie ma w planach żadnych zamówionych wyjazdów, więc czas płynie sobie raczej nudno i powoli. Przed wyjazdem zwykle mamy kociokwik - w zależności od tego ile koni jedzie....i które. Najprościej jest wbrew pozorom z naszymi siwymi lipicanami - widać dokładnie wszystkie plamy, a większość spokojnie schodzi potraktowana ciepłą wodą. I nie trzeba zaplatać grzyw, czasami ktoś sobie zażyczy koreczki z wstążkami czy innym badziewiem (klient nasz pan), no to wtedy jest nieco roboty. Nie tak dawno mieliśmy ślub gdzie panna młoda zażyczyła sobie koreczki z niebieskimi wstążkami i niebieskie wstążki na karecie. Pokurwiliśmy trochę na to, pośmialiśmy się, że konie kretyńsko wyglądają, ale tylko trochę. W gruncie rzeczy to był bardzo smutny ślub, gdyż panna młoda była nieuleczalnie chora, a ten ślub to było jej ostatnie życzenie...Najbardziej jednak zmroził mnie fakt, że razem ze ślubem zamówiła też sobie od razu fryzy na pogrzeb...
Artur. Stara stajnia
                                                                         



Noble. Stara stajnia.
 Wracając do przygotowania koni - najgorzej jest z fryzami, jest to najcięższa robota. Zwykle kąpiemy konie dzień wcześniej, a fryzy trzeba wyjątkowo dokładnie szorować, zwłaszcza przy nasadzie grzywy i ogona, a następnie baaardzo dokładnie spłukać. Każde niedoróbki widać podczas wyjazdu - z niedomytego, albo źle spłukanego konia sypie się biały pył wyglądający jak łupież. Jest się czego wstydzić przed klientem...więc trzeba się przyłożyć. Ja zwykle po takiej kąpieli wyglądam jakbym sama brała kąpiel. Jest to nieco uciążliwe gdy jest zimno.



Mol. Zdjęcie z dzisiaj. Nowa stajnia
 Teraz miłośnicy fryzów zapewne nas zjadą, zjedzą i okrzyczą...nasze fryzy mają golone szczotki pęcinowe i szczecinę przy pysku. Nie jest to nasza wola tylko tak życzy sobie szefostwo. Jeden Max i odsadki mają szczotki pęcinowe tak jak to powinno u porządnego fryza wyglądać. W każdym razie przed kąpielą konie mają golone pęciny i pyski, czasami podgalamy włosy w uszach...





                                                                                                                       
                                                                                       

Po kąpieli następuje jak dla mnie najbardziej uciążliwy punkt programu - plecenie grzyw i ogonów. Odbywa się to metodą "z płota", lub po prostu z drabinki i zajmuje najwięcej czasu. Zwłaszcza jeśli zaplata się Noble'a z jego grzywą sięgającą dobrze za łopatkę. Sam ogon wystarcza na 3-4 grube warkocze.


Noble.


                      
 Jeśli wyjazd jest gdzieś dalej, konie są ładowane do dużej ciężarówki razem z uprzężą i karetą, a groomer na miejscu przygotowuje je do pracy, a także pełni funkcję pomocnika/stangreta. W czasie pogrzebów idzie przed lub obok zaprzęgu, podczas ślubów otwiera drzwi karety parze młodej. 
Czarek czeka na sygnał powożącego.

Czasami wyruszają w zaprzęgu prosto ze stajni, wtedy rozplatamy warkocze, rozczesujemy i całego konia smarujemy...oliwką, kopyta czarną pastą, a siwki są czasami jeszcze miejscowo "paćkane" szamponem odbijającym światło.  Cały zaprzęg ma wyglądać jak przysłowiowy  milion dolarów, a konie jak tap madl. Efekty mówią same za siebie:

Noble & Bruce

Merlin & Artur
                                                                           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz