Notka od nas:
Bob jest znany ze szczerych i dosadnych
wypowiedzi. Nie owija w bawełnę i jeżeli twierdzi, że źle się dzieje, to znaczy,
że tak rzeczywiście jest. Po powrocie ze Stanów kwaśno skomentował w dosadny
sposób co myśli między innymi o sytuacji z klaczą, która „położyła się” na
początku jednego z finałowych przejazdów.
Jako, że w Polsce tak samo jak w UK
zbliża się sezon zawodniczy 2016 zdecydowałam się za pozwoleniem Bob’a wypuścić
ten artykuł w języku polskim. W polskim weście chyba jeszcze nie stosuje się
takich praktyk jak opisał Bob, ale zbliżają się Mistrzostwa Europy, więc warto
zatrzymać się na chwilę, rozejrzeć dookoła, a przede wszystkim popatrzeć na
siebie, zastanowić się i wyciągnąć wnioski…
Bob Mayhew – emerytowany sędzia AQHA, APHA, NCHA i NRHA , założyciel i członek WES (Western Equestrian Society¹)
dzieli się swoją troską dotyczącą fali nadużyć w jeździectwie.
Minęło trochę czasu od mojej ostatniej wyprawy do USA, ale w 2015 roku zostałem
zaproszony przez starego przyjaciela, żeby obejrzeć kilka klaczy hodowlanych ,
wystawionych na sprzedaż podczas NRHA Futurity. Udało mu się nabyć dwie źrebne
klacze, ale o tym później gdyż powinny przybyć przed wypuszczeniem kolejnego
numeru.
Wystarczy powiedzieć, że spędziłem miło
czas w towarzystwie Brytyjczyków i innych widzów z Europy, oraz spotkałem wielu
starych znajomych.
Konie uczestniczące w aukcjach były zadbane, a wiele z nich było wystawionych w przedziale
między 8, a 15 tysięcy dolarów. Jednak niektóre młodziki z przeznaczeniem do
sportu osiągały nieprawdopodobne wręcz ceny.
Jeśli taki był
zamysł sprzedających to niech tak będzie, ale na przykład weźmy konia z
pierwszej piątki ogierów reiningowych, który posiada czynne zawodniczo
potomstwo z zarobkami poniżej 9 tysięcy dolarów. Jednocześnie ten sam ogier
posiada również dwuletnie potomstwo wyceniane na 100 – 200 tysięcy dolarów!
Jedni mogą uważać to za ekstrawagancję, dla innych będzie
to piekielna ruletka, zwłaszcza jeśli doliczymy do tego koszty rocznego
treningu, utrzymania, koszty weterynaryjne, itp. zanim koń w ogóle zacznie
startować.
Zostałem również
uświadomiony, że niektóre konie zostały kupione już przed aukcją, ale nie
zostały z niej wycofane. Wszystko po to, żeby podbić ich cenę „pod publikę” w
celach marketingowych.
Przyjemnie
oglądało się finały w klasie Open, a oczekiwanie na ostateczne wyniki dotyczące
pierwszego miejsca, zajętego ex aequo przez dwóch
zawodników, wzbudziło wśród widzów napięcie do samego końca.
Klasa Non- pro również przedstawiała się
interesująco, chociaż poinformowano mnie, że tym razem poziom był nieco słabszy
niż w poprzednich latach.
Bardzo ciekawie
rozmawiało mi się z moim starym kumplem i mentorem Larrym Kastenem. Jest to
niesamowite uczucie, kiedy zdasz sobie sprawę ilu starych wyjadaczy było przez
niego uczonych na Uniwersytecie w Wisconsin w czasie jego programu hippicznego.
Zdumiewające jak wielu jego uczniów korzysta z jego metod treningowych podczas
uczenia współczesnych gwiazd westu. Larry na pewno zasłużył na nominację do
Reining Hall of Fame i jestem wdzięczny za to, że mogłem się u niego szkolić.
Natknąłem się ostatnio
na nagłówek dotyczący przemysłu reiningowego, który głosił „Reinerzy! Poprawcie
swoje zachowanie, albo utracicie swój sport!” Mocne słowa… więc zdecydowałem
się przeprowadzić nieco głębsze własne „śledztwo”. Jestem przekonany, że
niektóre z tych zachowań mogą się odnosić do całego środowiska jeździeckiego,
zwłaszcza gdy motywacją stają się pieniądze i sława, a reguły ulegają
naciągnięciu, albo są ignorowane. Mówię tutaj o rzeczach, których sam byłem
świadkiem oraz o tych, o których mi doniesiono.
Nie tak dawno temu wywołał poruszenie w
mediach społecznościowych jeździec stosujący na rozprężalni agresywny fencing. Wymusiło
to na niemieckim NRHA i FEI zakazania tego typu praktyk i ustalenia specjalnych reguł dotyczących
odpowiedniego, humanitarnego traktowania koni w sporcie.
Kolejną z zasad utworzonych przez
niemieckie NRHA, a przeniesioną również do USA jest zakaz nadużywania ostróg
powodującego powstawanie ran na bokach konia, następnie wycieranie tych ran i
tamowanie krwawienia przy użyciu smaru do kopyt.
Dwie reguły, które w ogóle nie powinny
być potrzebne, ale jednak zostały ustanowione z powodu głupoty jeźdźców,
naśladujących tego typu zachowania. Żelazne zasady musiały zostać wprowadzone w
obawie przed tym, że takie praktyki staną się normą!
Następnie mamy
tzw. "blokowanie ogona"² i inne tego typu sztuczki. Pewien regularnie na tym
łapany jeździec stwierdził, że „woli wypisać czek i zapłacić karę niż
zaprzestać tych praktyk”.
Niemieckie NRHA i FEI musiało także ustalić maksymalną
dopuszczalną liczbę spinów na rozprężalni. Wszystko z powodu jeźdźców, którzy
potrafili kręcić spiny bez końca.
Teraz przynajmniej
konie będą miały szansę na odzyskanie oddechu, niemniej jednak jest więcej niż
smutne, że musieliśmy wprowadzić takie obostrzenia do sportu, m.in. po to, żeby
uniemożliwić innym, żądnym sensacji, wystawianie na You Tubie kontrowersyjnych
filmów.
Prawdopodobnie problem leży też po stronie organizacyjnej NRHA, zwłaszcza po
rezygnacji dyrektora generalnego i kilku niesmacznych wątkach związanych z jego
gwałtownym odejściem.
Na koniec pozostała sprawa dwulatków.
Lata temu gdy przywożono debiutujące konie na futurity, były one wyłącznie
przekłusowane i przegalopowane na arenie, przed potencjalnymi kupcami. Teraz są
to w pełni przygotowane konie reiningowe, robiące spiny na plus pół lub więcej,
wykonujące sliding stop na sześć albo dziewięć metrów, galopujące duże szybkie,
itp. Na aukcje wystawiane są też roczniaki z adnotacją, że chodzą pod jeźdźcem
od miesiąca, a nadzorujący to wszystko weterynarze pilnują tylko, żeby te „końskie
dzieci” nie kulały. Rutynowe zastrzyki robione w stawy skokowe stają się już
powoli zawodniczą normą. Czy jest to dobre dla koni? Oceńcie to sami, ale wiem,
że wielu z was będzie zaskoczonych, a może nawet wstrząśniętych.
Jeśli ten „trend”
będzie się utrzymywał to nie tylko reining, ale też inne dyscypliny western
zostaną „wrzucone do jednego worka”. Niech więc rok 2016 będzie dla was rokiem,
w którym każdy z nas będzie zwracał uwagę na to co dzieje się wokół, w
stajniach, na rozprężalniach i wszelkie niepokojące zachowania zgłaszał do
obsługi technicznej zawodów.
Życzę wam wielu sukcesów!
Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!
Bob.
Przypisy tłumaczki:
1. WES –
Western Equestrian Society, brytyjski odpowiednik PLWiR, założony w 1985 roku.
2. Blokowanie ogona – stosowanie zastrzyków
znieczulających/paraliżujących w nasadę ogona, dzięki czemu podczas przejazdu
koń nie „okaże zniecierpliwienia” poprzez machanie ogonem.